STRONA GŁÓWNA
LUDZIE
REPRESJE
BIBLIOGRAFIA
ARCHIWUM
AKTUALNOŚCI
LINKI


 

W dniu 25 czerwca 2010 r. zmarł Jarosław Markiewicz, nasz przyjaciel, malarz i poeta, krytyk literatury i sztuki, współzałożyciel Wydawnictwa Przedświt.

Pogrzeb odbył się w dniu 6 lipca na cmentarzu Północnym w Warszawie. Oprócz rodziny, licznie zgromadzili się przyjaciele ze świata literackiego i artystycznego. Byli też przyjaciele ze środowiska buddystów. W trakcie ostatniego pożegnania głos zabrali m.in: Krzysztof Karasek, Wacław Holewiński, Zbigniew Gluza, Jacek Dobrowolski, Henryk Waniek, Tomasz Jastrun.

 

Poniżej tekst pożegnalny prezesa Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Sergiusza Sterny-Wachowiaka,
odczytany przez wiceprezesa SPP, Wacława Holewińskiego:


Pożegnanie śp. Jarosława Markiewicza

W rozważaniu o przyczynie i naturze radości pisał: „Muszę osiągnąć jakąś pewność siebie, świata, w którym żyję i wszechświata, który przyjmie mnie po śmierci, muszę wierzyć lub wiedzieć, że śmierć jest przygodą mojej nieśmiertelnej duszy – jeśli jestem chrześcijaninem – lub nieśmiertelnej jaźni – jeśli jestem hinduistą lub teozofem”. Zadanie na całą długą podróż, zwaną życiem. Od początku po kres, którego nie ma, skoro śmierć nie jest władną zerwać jedności tajemnicy istnienia osobowego i tajemnicy wszechświata. Są one jedną i tą samą tajemnicą. Świętej pamięci Jarosław Markiewicz wiedział, że wyraz temu radosnemu paradoksowi śmierci nie dającej się przeciwstawić życiu, nie różnej od życia, potrafi dać tylko poezja albo religia.

Poeta, artysta malarz, mistyk – należał do rodziny ludzi radykalnie wolnych. Ale był człowiekiem wolnym nie w tym sensie, dla wyrażenia którego przeciwstawiamy wolność zniewoleniu, lecz w tym znaczeniu, że nie było w nim żadnego negatywu wolności. Doznawałem tego na początek w wierszach prekursora Nowej Fali z tomów Stadion słoneczny i nade wszystko Przyszedłem zapytać o własne imię czasu, który wnoszę oraz Podtrzymując radosne pozory trwania pochodu, a później w  powieści Chaos wita w tobie łotra i świętego czy tomach Wszędzie jest ziemia i Papierowy bęben, jak też w monologach poznanego w pierwszych latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku intelektualisty. Rodził się w nim właśnie mędrzec gardzący uzurpacjami czystego rozumu i przechodzący genesis z Ducha. Nie odrywało ono, przeciwnie, poety od rzeczywistości i wyznaczonych sobie zadań redaktora i wydawcy niezależnego pisma „Wezwanie” i współzałożyciela podziemnej oficyny wydawniczej Przedświt. 

Jest lirykiem i mistrzem odmiennych stanów świadomości. Jarosław Markiewicz wytrącał świadomość ze stanu równowagi czyli uśpienia, by pełniej i głębiej osadzić swoje jestnienie w bycie, a rzeczywistość ustanowić w jej niespodziewanych konkretach Innego. Wiedział nadto dobrze, że zmyślenie zabija poezję i religię, i sprowadzał misję artysty duchowego do uważności kogoś, kto czyta rzeczywistość jak wiersz. Pełną epifanii, obrazów i symboli Nieskończonego. Być może naszym jedynym człowieczym zadaniem życia jest przejść je od narodzin dla świata do narodzin dla wieczności tak, aby mówiąc za Słowackim wyszczeblować ducha. Przeprowadzić świadomość na inny, wyższy poziom. Dzieła sztuki poetyckiej czy malarskiej zdarzają się wówczas jako etapy drogi. W sensie całożyciowym nabierają one klasy świadectw doświadczenia wewnętrznego. Poza czy ponad kategoriami piękna, prawdy i dobra otrzymujemy przykład i wskazówkę.

Żegnając świętej pamięci Jarosława Markiewicza wierzymy, że narodził się dla życia nieskończonego i wiecznego. Możemy mieć pewność, że sami zostajemy ze wspaniałomyślnym darem artysty i mędrca, przeznaczonym dla nas, na chwilę jeszcze tu pozostawionych. Z zapisem wysokiej podróży przez niełatwe, ofiarne życie. To był, to jest człowiek-księga. Dziękujemy, że zostaliśmy Nim obdarowani.

Tajemnicą ziemskiego życia świętej pamięci Jarosława Markiewicza – dziś widzimy to dobrze – jest wyrzeczenie, asceza, redukcja mistyczna jako warunek radykalnej wolności osobistej i artystycznej. Osiągnął On bezpośrednie doświadczenie świadomości, które zen nazywa świadomością Pustki. Jak mówi ulubiona przez poetę buddyjska Sutra Serca:


Forma nie jest różna od pustki,

Pustka nie jest różna od formy.

Nie ma tu oka, ucha, nosa,

języka, ciała, umysłu,

ni barwy, dźwięku, zapachu,

smaku, dotyku, ani tego,

co umysł chwyta,

ani aktu odczuwania.

Nie ma niewiedzy ani jej kresu,

nie ma rozkładu ani śmierci,

ani nie ma ich kresu.

Nie ma cierpienia,

ani przyczyny cierpienia,

ani wygaśnięcia cierpienia,

czy szlachetnej ścieżki

wyprowadzającej z cierpienia.

            Mam pod powiekami obraz Jarosława Markiewicza w wielkiej, złoto rozświetlonej sali Zamku Królewskiego w Warszawie, czytającego jesienią ubiegłego roku swój wiersz, specjalnie wybrany na jubileusz Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Co z tego, że dziś przychodzi nam mówić o Panu Jarosławie na cmentarzu. Jego tutaj po prostu nie ma. Poeta znów czyta, co napisał, w pełnej złotego światła sali najwyższego z zamków.

 Suchy Las, 6 lipca 2010 roku
Sergiusz Sterna–Wachowiak -
prezes Stowarzyszenia Pisarzy Polskich         

Wspomnienie Jacka Dobrowolskiego zamieszczone w "Gazecie Wyborczej" w dniu 10 lipca 2010 r.

Jarosław Markiewicz, polski surrealista, wybitny poeta i malarz samouk, pionier medytacji zen, odważny wydawca podziemny w stanie wojennym, urodzony w Wysokim Litewskim 12.06.1942 r., zmarł po ciężkiej chorobie w Kajewie k.Kutna 25.06.2010 r. Był człowiekiem szlachetnym i skromnym, o wielkiej delikatności serca i niekłamanym uroku, otwartym i łagodzącym konflikty, badaczem nieświadomości, wizjonerem-psychonautą, z dużą dozą otrzeźwiającego dowcipu i autoironii. Był też mistrzem intymnej rozmowy o tajemnicach ziemi i nieba. Zapamiętamy go jako wędrowca przez krajobrazy wyobraźni ku, jak to nazywał, „naturalnej obecności“.

Żegnamy w nim wyjątkowe połączenie: czułego serca i mądrości, talentu poetyckiego i malarskiego, prostolinijności charakteru i niebotycznej imaginacji, odwagi i skromności. Choć nie ukończył filozofii i historii sztuki na UW był wszechstronnym erudytą ducha i słowa. Jego poezję cechowała ludyczna nieprzewidywalność skojarzeń i dowcipne traktowanie metafizyki i erotyki.

Był dzieckiem Saturna kultywującym melancholię i nocny, domowy tryb życia, niemal jak neoplatończycy we florenckiej Akademii Marsilio Ficino.

Jako poeta debiutował w prasie w 1957 r., jego tom „Stadion słoneczny“, Iskry, otrzymał nagrodę Radia Wolna Europa jako nalepszy debiut 1965 r. Drugi tom „Przyszedłem zapytać o własne imię czasu, który wnoszę“ (suplement do pisma ZSP „II Orientacje“ z 1968 r.) został uznany przez Stanisława Barańczaka za inicjujący tzw. Nową Falę w poezji polskiej. Kolejne tomy to: “Podtrzymując radosne pozory trwania pochodu“, WL, 1971 r. “W ciałach kobiet wschodzi słońce“, PIW, 1976 r. “Wiersze wybrane“ Czytelnik, 1978 r. proza “Chaos wita w tobie łotra i świętego“, PIW, 1979 r., “i“ , PIW, 1980 r. “Wszędzie jest ziemia“, wydany poza cenzurą pod pseudonimem Jan Marty, 1982 r. “Papierowy bęben“, Przedświt, 1996 r. “Wiersze górne i dolne“, Przedświt, 2003 r.

W 1969 r. założył na ul. Terespolskiej Teatr Robotniczy w którym m.in. wystawił własną sztukę “Między nagimi idą nadzy“ (fragmenty sztuki w filmie A. Krauzego “Palec boży“ z 1972 r.). Od 1972 r. był z-cą red. naczelnego miesięcznika literackiego “Nowy wyraz“ i redaktorem działu poetyckiego. Zwolniono go zazbyt duży procent wierszy odrzucanych przez cenzurę.

W 1973 r. ożenił się z Elżbietą Błaszkowską, którą bardzo kochał i nazywał Promykiem. W 1993 r. urodził im się syn Jeremiasz Stefan. Niestety, Promyk opuściła nas na zawsze 7 lat później. W ich gościnnym mieszkaniu przy ul. Oboźnej powstało w 1974 r. pierwsze miejsce  praktyki zen w Warszawie, które działało przez trzy i pół roku. Jarek i Promyk byli jego serdecznymi gospodarzami.

W 1976 r. Jarek zaczął malować obrazy. Są to głównie pejzaże kosmiczne – metafizyczne, oniryczne, fantastyczne, czasem science fiction. Króluje w nich, tak jak w jego poezji i prozie, medytacyjne zdumienie przestrzenią i czasem. W ostatnich latach nazywał swe malarstwo pareidolicznym, czyli sugerującym to co znane w czymś odległym. Miał wystawy w Warszawie, Kłodzku, Olsztynie, Berlinie, Paryżu i Sztokholmie. Pisał też teksty hermeneutyczne o poezji i o malarstwie, przede wszystkim o katowickiej grupie “Oneiron“ z którą czuł silne powinowactwo.

W stanie wojennym wydawał pismo literackie “Wezwanie“ i w pierwszym numerze opublikował sny ludzi wstrząśniętych zamachem stanu z ilustracjami dzieci. Jesienią 1982 r., wraz z Wacławem Holewińskim, założył podziemne wydawnictwo “Przedświt“, które do 1989 r.wydało ok.160 książek. Aresztowany dwukrotnie. Po pierwszym jego aresztowaniu Promyk doznała pierwszego wylewu, po drugim zatrzymaniu skonfiskowano im samochód. W 1999 r. Prezydent RP, Lech Kaczyński, odznaczył go Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Po 1989 r. Jarek wydał jeszcze kilkadziesiąt książek m.in. Swedenborga, Huxleya i Toynbee‘ego. Wystąpił też w dwóch filmach dokumentalnych Andrzeja Titkowa „Wszystko po drodze“ (1992 r.) o Krzysztofie Freislerze oraz “I na prawdę nie wiedzieliśmy“ (1993 r.) o marcu 1968 r. Był również pomysłodawcą i współscenarzystą filmu Titkowa “Odejścia-powroty“ o śmierci klinicznej (1997 r.).

Jarek wpływał na wielu ludzi nie tylko swymi talentami, ale również równowagą, życzliwością i pogodą ducha. Nie przypominam sobie by kiedykolwiek wpadł w gniew. Jego otwarta obecność uwrażliwiała. W ostatnich latach był w szczęśliwym związku z Alicją Kozakiewicz. Żegnamy Cię, Jarku, z wielkim bólem. Pociesza nas myśl, że dobrzy poeci po śmierci stają się bardziej obecni.

Fragment tekstu Tomasza Jastruna, zamieszczony w "Newsweeku" z 10 lipca 2010 r.

***
Mieszkał w magicznym miejscu, a teraz nagle – Wólka Węglowa. Okropny adres. Wygląda ten cmentarz jak wojskowe lotnisko z lat 60. w komunie. Ale zmarli mają przynajmniej obszerne i długie pasy startowe, no i nie żal im tego, co tu zostawiają. Jarek Markiewicz – pisarz, malarz, buddysta, po stanie wojennym człowiek podziemia. Doprawdy, sam musiał się bezgranicznie zdziwić, na co mu przyszło... Taki niepraktyczny, a Przedświt był jednym z najlepiej działających wydawnictw podziemnych. Mogłem więc śmiało w mowie pogrzebowej, która równie mnie zaskoczyła jak jego śmierć, powiedzieć: „Zrobił tak wiele dla nas, a my tak mało dla niego”. Drukowaliśmy przecież w Przedświcie podziemne pismo „Wezwanie”, a także książki, co nadawało wtedy sens naszemu życiu. Bliski był różnych tajemnic życia, więc byłem pewien, że śmierć przechytrzy. To złe słowo, za uczciwy był na chytrość – raczej, że się z nią dogada.

Tak mało się o tym mówi, pewnie by nie straszyć dzieci i młodych, ale najbardziej poruszającą częścią ludzkiego krajobrazu jest odchodzenie bliskich i dalekich znajomych.

Z dzieciństwa pamiętam ojca, gdy przychodziła TA wiadomość. Coś się w nim osuwało, jakby zbocze góry. I wzdychał: „No tak!”. I zamyślał się daleko, ale zaraz wracał zdumiony – że zmieniło się wszystko i nic. To – wszystko i nic – jest ważną częścią poruszenia